“Ania z Zielonego Wzgórza”: wartościowa powieść, czy flaki z olejem?

W opisie mojego bloga znajduje się informacja, że oprócz recenzji książek chciałabym dzielić się również innymi treściami. Nadszedł ten dzień, gdy postanowiłam to zrobić i napisać coś na kształt felietonu, moich przemyśleń dotyczących książki Ania z Zielonego Wzgórza. Jak można przeczytać w zakładce „O mnie” była to moja pierwsza, ulubiona powieść (a przynajmniej pierwsza, jaką pamiętam), stąd pisząc o niej nie potrafię pozostać całkowicie obiektywna. Tak tylko ostrzegam 🙂 

Gwoli przypomnienia

Ania z Zielonego Wzgórza to książka kanadyjskiej pisarki Lucy Maud Montgomery, opowiadająca o losach Anny Shirley – jedenastoletniej sieroty, która zostaje przygarnięta przez niezamężne rodzeństwo Cuthbertów – Mateusza i Marylę. Zamierzali oni zaadoptować chłopca, by pomagał starszemu Mateuszowi w prowadzeniu gospodarstwa, ale w wyniku pomyłki trafia do nich rudowłosa dziewczynka. Początkowo Maryla chce odesłać Anię z powrotem, ale poznając historię rudowłosej postanawia dać jej szansę, co bardzo cieszy Mateusza, który zdążył polubić gadatliwą jedenastolatkę. Książka opowiada o pierwszych pięciu latach pobytu i dorastania Ani w Avonlea, w ciągu których poznaje wielu przyjaciół i w końcu dostaje szansę na szczęśliwe życie.

Lektura szkolna?

Ani z Zielonego Wzgórza nie poznałam w szkole – była to jedna z książek, które moja mama posiadała w swojej małej biblioteczce. Wtedy, będąc w czwartej klasie szkoły podstawowej po raz pierwszy przeczytałam historię rudowłosej dziewczynki i sięgnęłam po dalsze książki z serii o Ani. Później, bodajże w piątej klasie, omawiałam tę powieść na zajęciach w szkole, ponieważ była moją lekturą. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy wtedy należała do kanonu lektur obowiązkowych, ale sprawdziłam aktualną listę lektur i jest to pozycja uzupełniająca w klasach IV-VI, więc jej wybór zależy od nauczyciela języka polskiego.

Za długa, zbyt obszerna, mało akcji

Zarówno wtedy, gdy omawiałam książkę w szkole, jak i później, słyszałam o niej wiele różnych opinii. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że nawet moja polonistka z podstawówki poświęciła tej powieści naprawdę mało czasu, bo powiedziała, że nie przepada za tą książką. (autentyczna sytuacja) W szkole Ania… nie podobała się głównie chłopcom, ale było też kilka dziewczynek niezadowolonych z czytania tej książki. Aktualnie czytane przeze mnie krytyczne opinie nie były jakoś zależne od płci.  

Głównie powieści zarzuca się to, że jest nudna. Czytałam i słuchałam wypowiedzi różnych osób na ten temat. Zbyt obszerna, za dużo opisów i mało akcji. Jeśli chodzi o długość, to nie wiem, czy jest sens się wypowiadać, bo to kwestia czysto indywidualna, czy ktoś lubi krótsze powieści, czy dłuższe. Trudno nie zgodzić się z tym, że opisy stanowią sporą część książki, a akcji faktycznie bywa mało. Natomiast kwestią sporną jest to, czy można to uznać za zarzut, czy zaletę tej książki.

Malownicze opisy Avonlea dla jednych mogą być zbyt długie i nużące. Po prostu niektóre osoby nie lubią obszernych i szczegółowych charakterystyk miejsc i nie bawiło ich czytanie o tym, jak wygląda Jezioro Lśniących Wód czy Biała Aleja Radości. Avonlea niespecjalnie ich oczarowało. Ja chociaż sama bywam zirytowana zbyt obszernymi opisami, to jednak Montgomery sprawiła, że bardzo chciałam przenieść się na Wyspę Księcia Edwarda. Nie czułam się znużona, a potrafiłam wyobrazić sobie te wszystkie piękne miejsca. Poczuć sielski klimat Avonlea.

Green Gables Heritage Place w Kanadzie | Źródło: CNN travel

A co z brakiem akcji? Nie da się ukryć, że Ania mieszkała w bardzo spokojnym miejscu. Życie kręciło się wokół niedzielnego nabożeństwa, pikników, podwieczorków z sąsiadami. Do najważniejszych wydarzeń należały wybory czy przybycie nowego pastora. W Avonlea wszyscy się znali, a dla wielu kobiet w starszym wieku bardzo ważnym zajęciem było obserwowanie życia sąsiadów i plotkowanie. (myślę, że idealnym przykładem może tu być postać Małgorzaty Linde). Dla wielu osób to wszystko jest po prostu nudne. Obserwowanie jak Ania dorasta i przyzwyczaja się do życia w nowym miejscu, jak zawiera przyjaźnie, rozwija się. Ale tak: o to właśnie w tej powieści chodzi. O pokazanie życia dziewczynki, której los wcześniej nigdy nie oszczędzał, a która dostała szansę na spokojne i szczęśliwe dorastanie. A obserwowanie jak trochę nieokrzesana, gadatliwa Ania o wybujałej wyobraźni próbuje dostosować się do reguł panujących w Avonlea bywa czasem bardzo komiczne. Mi bardzo się to podobało, zwłaszcza, gdy sama byłam w podobnym do Ani wieku.

Irytująca główna bohaterka?

Nie raz słyszałam opinie, że Ania Shirley jest irytująca. Dużo gada, często bezsensu, chodzi z głową w chmurach i  nie kontroluje swojej złości. Myślę, że wiele tak myślących osób nie zauważa też zmiany głównej bohaterki, która jednak dorasta i przez całą akcje książki się starzeje – w końcu mija aż pięć lat. Trzeba przyznać, że Ania jest gadatliwa. W książce często znajdują się opisy jej przemyśleń, a ona sama dzieli się swoimi odkryciami i wyobrażeniami z Marylą, Mateuszem, przyjaciółką – Dianą i innymi koleżankami ze szkoły. Gdyby tak jednak zatrzymać się dłużej nad tym, co ona mówi, to kwiecistość jej wypowiedzi, mądrości, jakie w sobie zawierają, są niesamowite. Czytając te książkę w trakcie dojrzewania, Ania może stać się wzorem do naśladowania. Autorka pokazała jej zmianę na lepsze, a przy tym jej charakter i podejście do życia pozostają unikatowe. Irytować może też trochę fakt, że Anię uwielbiają niemal wszyscy i staje się wyidealizowana – z kiepskich sytuacji zawsze wychodzi z twarzą, uznana jest później za największy talent Avonlea. Można się z tym w jakimś stopniu zgodzić, bo jednak takie są fakty, ale nie jestem pewna, czy taki obrót spraw dla wszystkich będzie irytujący. Ja uważałam, że po tych wszystkich przejściach z dzieciństwa należy jej się szczęśliwe życie.

Brak realizmu

Ani z Zielonego Wzgórza brakuje realizmu. Nawet jako miłośniczka tej książki mogę to przyznać. Chociaż powieść niesie za sobą uniwersalne wartości, jest piękna opowieścią o miłość i przyjaźni, to jednak ta historia wydaje się mało wiarygodna. Mimo słabej edukacji, Ania posługuje się bardzo kwiecistym językiem, a w szkole odnosi spektakularne sukcesy. Roztargnienie dziewczynki bywało niemożliwie wyolbrzymione – nie jestem pewna, czy istnieje ktokolwiek tak bardzo zapominający o wszystkim i roztrzepany jak Ania. Każdy prócz Józi Pye uwielbia rudowłosą, co jest nierealne. A za taki mały absurd można uznać to, że jej długoletnim wrogiem staje się Gilbert Bltyhe, który zasłużył sobie na to tylko przez to, że raz nazwał ją „marchewką”, a Ania miała chorą ambicje by być lepszą od niego i nie doceniała jego późniejszej dobroci. Mi jednak to nie przeszkadzało. Faktycznie, z wiekiem co raz bardziej zaczęłam zwracać uwagę na te wszystkie nieprawdopodobne aspekty, ale jednak taka jest Ania… – niepoprawnie romantyczna, sielankowa, nieprzedstawiająca tragedii, pokazująca radość z życia, pozwalająca zapomnieć o problemach i oderwać się od rzeczywistości. Mi taka forma odpowiada.

Chyba moja ulubiona scena z ekranizacji z 1985 roku 🙂 Swoją drogą, która dziewczyna nie chciałaby, żeby chłopak patrzył na nią tak, jak Gilbert patrzył na Anię? To była miłość od pierwszego wejrzenia. 🙂

A co jeśli Ani z Zielonego Wzgórza nie lubię?

Jeżeli ktoś nie przepada za tą książką, a czytał ją w tylko raz w szkole podstawowej, „bo musiał” – polecam drugie podejście do tej powieści. Chociaż może podobać się ona bardziej młodszym czytelnikom ze względu na wiek głównej bohaterki, to jednak  prawdą jest, że jeśli zmusza się kogoś do czytania – można książkę odebrać gorzej. W dodatku myślę, że będąc starszym udaje się spojrzeć na pewne rzeczy z innej strony, a jeżeli Ania… się komuś spodoba, to warto sięgnąć po jej dalsze losy, bo książek jest jeszcze osiem z serii i dwie związane z Avonlea, w której Ania odgrywa już trochę mniejszą rolę 🙂 

A osobom, którym w książce brakowało akcji, znudziły się i nie da się ich przekonać, polecam serial Netflixa Ania nie Anna. Jeśli chodzi o fabułę to dość luźno opiera się na książce. Dużo w nim tragedii, co odcinek dzieje się naprawdę sporo, zrywa z sielankowym klimatem, stara się być realistyczny oraz porusza współczesne problemy. Odbierany przez większość ludzi bardzo pozytywnie więc myślę, że można go polecić. Nawet jeżeli ktoś lubi Anię…, to z dużą pewnością mu się spodoba, ale ja jestem trochę zbyt zakochana w tym niepoprawnym romantyzmie i sielance z książki, więc się zawiodłam i serial odczarował mi Avonlea.

Wartościowa powieść o przyjaźni i dorastaniu, czy książka nudna jak flaki z olejem?

Na to pytanie, które znajduje się już w tytule chyba każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Dla mnie to wartościowa książka o dorastaniu, przyjaźni i miłości, która jest przy tym bardzo uniwersalna. Mimo zupełnie innych czasów, autorka pokazuje co liczy się w życiu, jak ważne są marzenia i że warto zawsze pozostać sobą. Przedstawiłam wam swoją opinie, ale potrafię zrozumieć, że dla niektórych moje argumenty mogą być nieprzekonywujące i nie odnalazł w Ani z Zielonego Wzgórza tego samego, co ja.

 

Przerabialiście Anię z Zielonego Wzgórza w szkole? Podobała Wam się ta książka? Co o niej myślicie i czy zgadzacie się z moją opinią? Piszczcie w komentarzach!

Miłego dnia i do zobaczenia w następnym poście!

Agnieszka

36 Komentarzy

  • Szczerze? Nie pamiętam kiedy ostatnio czytałam tę książkę. Pewnie w podstawówce, ale każda lektura jest dla mnie mglistym wspomnieniem. Za to oglądałam ostatnio serial Netflixa na podstawie tej książki i no cóż, nie jestem tą historią jakoś bardzo zauroczona. Ciężko mi się wypowiadać, bo nie jestem pasjonatką tego typu literatury.

    • Mi serial Netflixa bardzo się nie podobał, a jestem fanką książki. 🙂 Chociaż zgodzę się, że trzeba lubić taki typ literatury, żeby książka mogła zauroczyć 🙂

  • Wiadomo, że się omawiało jako jedną z lektur i muszę przyznać, że to zdecydowanie była jedna z nielicznych lektur, które czytałam z przyjemnością!

    • Oj, miałam tak samo 🙂 Dlatego było mi przykro, że na zajęciach poświęciliśmy tak mało czasu na omawianie tej lektury 🙁

  • Szczerze powiem tak, nigdy książki nie przeczytałam. Film też przerwałam w połowie. Jedynie w szkole zaliczyłam spektakl w teatrze :-p
    Ale to było kiedyś i lektury omijałam szerokim łukiem. Ale teraz mam ochotę sięgnąć do niej, być może dojrzałam już do lektur szkolnych 😀

    • Myślę, że warto spróbować – jeśli chodzi o lektury to była jedna z moich ulubionych 🙂

  • Czytałam ją, gdy byłam w podstawówce i bardzo mi się podobała. Tak jak Ty nie lubię długich opisów, ale w “Ani…” mi to w ogóle nie przeszkadzało. Na przestrzeni lat jednak się to trochę zmieniło 🙂

  • Zdecydowanie jest to jedna z tych książek, która kojarzy mi się z dzieciństwem i z pewnością jest wartościowa.

    • Mi też bardzo kojarzy się z dzieciństwem, w końcu to była moja pierwsza ulubiona książka 🙂

  • Anię przerabiałam w szkole i nie pamiętam z tej lektury nic. Totalnie nic. Może dlatego, że nie przepadałam za szkolnymi lekturami. Film bardziej zapadł mi w pamięć.

    • Dlatego moim zdaniem fajnie wrócić do niektórych lektur po latach, kiedy nie ciąży już nad nami obowiązek przeczytania i sprawdzian z treści 🙂

  • Książkę czytałam w podstawówce jako lekturę. Szybko się ją czytało, ale jakoś nie zachwyciła mnie szczególnie. Oglądałam kilka razy film na podstawie książki i też był średni. Może zacznę oglądać serial na Netflixie 🙂

    • No jeżeli nie jesteś fanką książki i filmu z 1985, to polecam spróbować z serialem – bardzo się różni od pierwowzoru 🙂

  • Nie znosiłam Ani. Nie mogłam przebrnąć przez lekturę, a film to dla mnie katorga. Sama postać tej dziewczynki mnie wkurzała.

    • Dość często spotykałam się z taką opinią i szanuję, bo nie każdy lubi ten sam typ literatury i bohaterów 🙂

  • Ja tak pokochałam Anię, że przeczytałam całą serię – szczerze polecam. Nie mogę się też doczekać kiedy moje córki poznają te książki

    • Jak ja się cieszę, że ktoś podziela moja miłość 😍 mi Anię pokazała właśnie mama i jestem jej z tego powodu wdzięczna ❤️

  • Ostatni raz czytałam tę książkę w szkole, wtedy mi się podobała. Nie wiem jak podeszłabym do niej teraz 😉

  • Szczerze? Może miałam tę książkę jako lekturę szkolną, ale nigdy jej nie przeczytałam. Jakoś mnie wszystko do niej zniechęcało, a miałam do niej pełen dostęp, gdyż do dnia dzisiejszego stoi u mojej mamy na półce. I w sumie myślę sobie, że chyba dam jej szansę i zobaczę, co mnie dokładnie ominęło. 😉

  • Pamiętam jak w szkole przerabialam Anię, niestety w szkole podstawowej czytanie było dla mnie katorga, dlatego raczej źle wspominałam Anię ale z wiekiem uważam inaczej i muszę w końcu przeczytać całość na nowo żeby wyrobić sobie inne zdanie.

    • Szkoda 🙁 może warto do niej wrócić po latach? 😃

  • Jaki wspaniały wpis!! Cudowny!! Przypomniał mi o tym, jaka świetna jest Ania z Zielonego Wzgórza!! Aż mam ochotę na reread!!! A ta scena z tabliczką rozbitą na głowie Gilberta – też ją uwielbiam <3 😀

    • Ja właśnie jestem w trakcie czytania serii o Ani w wolnym czasie, przeplatam to z nauką i czytaniem innych książek, więc jest trochę ciężko, ale dotarłam do “Ani ze Złotego Brzegu” 😀 Najlepsza jest ta scena! W sumie najlepsze są wszystkie ich wspólne sceny haha 😀 Pamiętam, że ty też wzdychałaś do Jonathana Crombie, zawsze o tym myślę, kiedy po raz kolejny przy oglądaniu filmu czuje się nim zauroczona haha :’) <3

  • “Ania…” była moją lekturą i miło ją wspominam. Nie pamiętam abym była znużona i przeczytałam szybko. Dostrzegłam ten spokój, sielkośc, romantyzm… i kiedy patrzę na nią z punktu widzenia dorosłej osoby mam wrażenie (jestem prawie pewna), że nie powstała dla akcji i szumu a po to aby oddać hołd przyrodzie. Autorka jakby przewidziała przyszłość i to co nastąpi – ciągły pęd za pracą, karierą, nos w telefonie i przy komputerze (w przenośni). Chciala pokazac i uczulić czytelników na otaczający ich świat, piękno przyrody, które skrywa się w każdym listku, podmuchu wiatru, śpiewie ptaków…. Pokazała jak przyroda i jak świat są piękne, jak wazny jest kontakt z nimi ale i też wewnętrzna wrażliwość, marzenia, które nie są powodem do wstydu. Nie ma nic złego w marzeniach w chodzeniu z głową w chmurach… a nawet czasem trzeba. Bo ileż z nas – doroslych zapomniało co to znaczy marzyć? Odnośnie głównej bohaterki to również masz rację… nie jest wyidealizowana a naturalna. To nie piękność, która po przybyciu do nowej szkoły staje się boszyszczem tłumu i wszystkich chłopaków – nie jest idealna, ma swoje wady, zalety, popełnia błędy jak każde dziecko które dorasta… uczy się na tych błędach, wyciąga wnioski, dojrzewa…I pokazała, że nie zawsze zycie jest wesołe, kolorowe, sodkie…. I to jest świetne. Cały świat przedstawiony w powieści nie jest idealny a naturalny… I wracajac do opisów dzięki nim czytelnik może przenieść się na malownicze wzgórza (nie tylko Ty chciałaś) 🙂

    • Piękny komentarz! Podpisuję się pod nim całkowicie. Ja szukałam w tej książce właśnie tego, czego dzisiaj rzadko doświadczam – tej sielanki, pięknej przyrody, spokoju, świata bez problemów. Jest to całkowite przeciwieństwo tego, co aktualnie nas otacza, stąd zawsze miło wracam do tej powieści i dlatego przeszkadza mi serial od Netflixa, który na siłę starał się “Anię…” uwspółcześnić. A ta książka jest piękna w tej swojej sielance i bezproblemowym życiu – może nie wpasowuje się w to, co modne w dzisiejszych czasach, ale o to właśnie chodzi. Powinniśmy bardziej doceniać takie powieści, a nie gonić tylko za sensacjami.

      • Serial Ania ma swoj klimat, który wiele osób zauroczył ale nie mnie… serial mnie nudził bo pominę to iż odbiegał od fabuły. Film wypada lepiej, chociaż też nie szaleję. Ksiązkowa Ania mimo iż nie jest moją “miłością” ma swój klimat i nie powtarzalny urok – taki czar ale to czuć kiedy się wczytać. Na tę książkę musi przyjść odpowiedni czas i pora 😉 W jakim przekładzie czytałaś Anię? Tylko w jednym? 😉

        • Mnie serial przede wszystkim rozczarował, bo spodziewałam się czegoś bardziej zgodnego z fabułą i w klimacie książki… Film też świetny nie jest, ale chociaż pokazuje ten klimat i bardzo lubię aktora, wcielającego się w postać Gilberta 🙂 co do przekładu, to na pewno czytałam Anię w przekładzie Agnieszki Kuc, bo takie wydanie posiadam, ale pierwszy raz czytałam wydanie mojej mamy, dość stare, które nadal ma u siebie w domu i ciężko powiedzieć, czy to był inny przekład 🙁 ale jak nie zapomnę, to sprawdzę! Aktualnie przymierzam się do przeczytania wersji angielskiej 🙂

          • Serial ma zupełnie inny klimat – nie książkowy ale film – tutaj masz rację można poczuć tę sielskość, romantyzm Ani, jej dziecięce marzenia, problemy jak i Zielone Wzgórze. Jeśli ktoś ma dobrą wyobraxnię może przenieść się na Zielone Wzgórze, chociaż na chwilkę a to piękne uczucie (chociaż nie każdy je doceni). Pierwsze wydanie Ani? Z wydanwictwa NK? To już wiem jaki przekład – Rozalia Bernsteinowa 🙂 Jeśli przeczytasz Anię w oryginale zrobisz porównanie do polskiego przekładu? 😉

          • Ja właśnie czasem oglądam ten film tylko dlatego, żeby przenieść się na Zielone Wzgórze! Moje ulubione miejsce, gdzie uciekam gdy mam dość otaczającego mnie świata. A co do wydania to nadal nie wiem, czy to to, o którym mówisz, ale moi rodzice mieszkają za granicą daleko ode mnie i sama nie sprawdzę, a w rozmowie z nimi zapominam żeby poprosić mamę o sprawdzenie. 🙁 Jak będę miała więcej czasu, to w sumie czemu nie, książkę uwielbiam i nie byłby to dla mnie problem, żeby przeczytać i porównać przekłady. Ale na razie styczeń jest dla mnie dosyć intensywny 🙁

          • Może kiedyś uda Ci się pojechać tam osobiście? 🙂
            Może kiedyś w trakcie rozmowy sobie przypomnisz 😉
            Będzie fajnie ale oczywiście nic na siłę. Jednocześnie mam świadomosć tego, że nawet w rodzimym języku przekłady i korekty bywają różne 😉

          • Bardzo chciałabym pojechać kiedyś na Wyspę Księcia Edwarda i liczę, że się uda!❤️ Już poluje na jakieś fajne angielskojęzyczne wydanie 😁

Dodaj komentarz